Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2014

Jak wyglądałaby architektura i wzornictwo XX wieku gdyby nie było Bauhausu? Cz. 1

żródło: http://www.thefactoryhair.com/wp-content/uploads/2012/01/bauhaus.jpg

W roku 1871 nastąpiło zjednoczenie Niemiec a pozostawiający dużą swobodę działania poszczególnym landom centralny rząd w Berlinie zainicjował jednak zmiany, które celowały w doprowadzenie do integracji w ramach Cesarstwa krain o różnych tradycjach. Wprowadzono m.in. wspólny dla całych Niemiec program kształcenia, a w nim zajęcia, które miały na celu edukację przez pracę. Obejmowała ona uczniów ze wszystkich warstw społecznych i miała za zadanie nie tylko nauczać młodych mężczyzn stolarki czy metaloplastyki, a dziewczęta szycia i gotowania, ale również wpoić szacunek dla każdej pracy fizycznej.

Oddzielnym elementem tego programu były liczne szkoły rzemiosła artystycznego (Kunstgewerbeschulen), które, zwłaszcza po zaszczepieniu przez Hermanna Muthesiusa na niemiecki grunt idei brytyjskiego Arts and Crafts Movement, nabrały szczególnego znaczenia. W roku 1908 dyrektorem Kunstgewerbeschule w Weimarze został belgijski architekt i projektant Henry van de Velde, jeden z założycieli pierwszej nowoczesnej organizacji skupiającej dizajnerów, jaką był Der Deutsche Werkbund[1]. Po wybuchu I wojny światowej van de Velde, jako Belg, został pozbawiony funkcji dyrektora i wydalony z Niemiec. Zarekomendował wówczas na swe miejsce innego znanego architekta, – Waltera Gropiusa, który objął to stanowisko w roku 1915, choć właściwą działalność podjął dopiero cztery lata później, po zakończeniu wojny. Od tej chwili możemy mówić o początku historii Bauhausu.

Bauhaus[2] od 1925 r. działał w Dessau a w latach 1932-1933 w Berlinie jako prywatna szkoła Ludwiga Miesa van der Rohe. W 1933 r. pod naciskiem nazistów, według których szkoła prezentowała zbyt abstrakcyjne podejście do sztuki, nastąpiło jej zamknięcie. Projekt twórców szkoły Bauhausu, w szerokim rozumieniu, to esencja filozofii twórczej kojarzonej z epoką modernizmu, być może jej, o ile nie najbardziej radykalny, to najbardziej klasyczny przejaw na bardzo wielu polach. Ze współczesnej perspektywy poznawczej to jeden z najbardziej zasadniczych punktów wyjścia do oglądu dwudziestowiecznych relacji pomiędzy teorią a masowymi procesami składającymi się na wizualność nowoczesności.

Brak pojawienia się szkoły ufundowanej i zarządzanej przez Waltera Gropiusa mógłby prowadzić do znaczących zmian formalnych i funkcjonalnych (a właściwie ich braku lub powolnej ewolucji względem wyznaczników stylów i metod organizacji oraz kreowania przestrzeni w drugiej połowie XIX w. i pierwszych dwóch dekadach XX wieku). Rozważania na temat rzeczywistości przestrzennej bez wpływów Bauhausu
i jego innowacyjności i autonomiczności względem poprzedzających go dominujących stylów architektonicznych i estetycznych warto zacząć od wyprowadzenia jego szczególnych komponentów technicznych estetycznych i społecznych:

- myślenie o ozdobnikach

- myślenie o przestrzeni

- funkcjonalność i potrzeby człowieka

- elementy konstrukcyjne i ich rola estetyczna

- industrialność, unifikacja, modułowość

- materiały (beton, szkło, stal)

- egalitaryzm (powszechna dostępność rozwiązań)

- zniesienie hierarchiczności na rzecz pracy zespołowej (współpraca projektowa i edukacja)

- kształcenie przyszłego humanistycznego społeczeństwa (w opozycji do autorytaryzmu i kultu ekskluzywności)

Zazwyczaj formułowane są sądy o bezwględnej i całościowej formule Bauhausu przemianowującego dotychczasowe myślenie o architekturze i wzornictwie. W istocie rzeczy stworzony przez Gropiusa program bardzo ściśle – przynajmniej w Weimarze – wiązał go z tradycją, i to zarówno średniowiecznych strzech budowlanych, jak angielskiego Arts and Crafts Movement. Z tym ostatnim łączyło go też ograniczenie pola działania wzornictwa tylko do strefy domu, a więc mebli, oświetlenia, tkanin, ceramiki, szkła, sztućców itp. Prawdziwa innowacyjność Bauhausu polegała na holistycznym spojrzeniu na proces kształcenia i projektowania, które to umożliwiało utalentowanym osobom na łatwe (ze względu na m.in. zintegrowany park maszynowy udostępniony w siedzibie w Dessau) tworzenie form o niespotykanej dotąd relacji atrakcyjności i użyteczności w warunkach interdyscyplinarnego wsparcia merytorycznego.


Jędrzej Franek



[1] Celem Deutscher Werkbundu było tworzenie funkcjonalistycznych budowli odpowiednich dla wieku maszyn, bez historyzujących naleciałości, wykonanych z nowoczesnych materiałów, takich jak: cegła, beton, szkło, stal., W. Koch, Style w architekturze, Warszawa 2013, s. 382
[2] Słowo Bauhaus jest neologizmem złożonym ze słów Bau – budowa i Haus – dom. Bauhaus burzliwa historia i utrwalony mit, http://www.2plus3d.pl/artykuly/bauhaus-burzliwa-historia-i-utrwalony-mit



piątek, 19 lipca 2013

Kiedy Concordia nie była Concordią...


Jakiś czas temu rozmawialiśmy z Ewą Voelkel-Krokowicz o przyszłości Concordia Design, ale również o początkach idei centrum designu i kreatywności w Poznaniu. Dziś zagłębimy się bardziej w przeszłość, przeczytacie o historii Starej Drukarni jak i o estetyce tego wyjątkowego budynku na mapie naszego miasta.

Historia obiektu, w którym dziś mieści się Concordia Design nie jest jednoznaczna - obiekt ma kilka tajemnic... Rozbieżności pojawiają się już na płaszczyźnie  wieku budowli. Inwestor - spółka Pro Design - podaje, że powstała ona w pierwszej połowie XIX wieku, a drukarnia działała w nim od 1850 r., początkowo zajmując się wydawaniem dziennika "Posener Tageblatt". Podaje się również, że drukarnia Concordia pojawia się w księgach wieczystych po raz pierwszy w 1911 r. jako Ostdeutsche Buchd - rukerei und Verlagsastalt spółka akcyjna w Poznaniu i skupiała się na druku materiałów proniemieckich i zdaje się to zazębiać z szerzej uznawaną datą powstania budynku, czyli 1910 r., którą to w Atlasie Architektury Pozanania przytacza M. Mrugalska Banaszak - dyrektor Muzeum Historii Miasta Poznania. 

Po I wojnie światowej drukarnia otrzymała nazwę, która również dziś identyfikuje centrum designu i kreatywności. Drukarnia Concordia zajmowała się wydawaniem druków polskich, szczególnie Wydawnictwa Polskiego Rudolfa Wegnera, oraz cennych wydawnictw z serii Biblioteka Laureatów Nobla, Biblioteka Autorów Polskich, czy monumentalnej serii Cuda Polski.

Podczas II wojny światowej budynek drukarni został znacznie uszkodzony, lecz już w 1945 r. powtórnie uruchomiono tutaj maszyny drukarskie, by wydawać prasę codzienną. Od lat 50. w obiekcie mieściły się Poznańskie Zakłady Graficzne, które w 1964 r. połączyły się z Zakładami Graficznymi im. M. Kasprzaka i funkcjonowały w takiej formie do 1994 r. Od tego czasu budynek kilkukrotnie zmieniał właściciela i przy okazji również popadał w ruinę. W końcu w 2008 r. stał się własnością spółki Pro Design, której celem było nadanie Concordii funkcji, którą z powodzeniem pełni od listopada 2011 r.

Niszczejący budynek Concordii.
Przejdźmy do architektury. Warstwa wizualna zawsze wyróżniała ten obiekt z otoczenia. Dwukondygnacyjny gmach zbudowano z wielobarwnej cegły klinkierowej a jego bryła ma charakter quasi-barokowy z dużym udziałem powierzchni okien (co zostało zaakcentowane zwłaszcza po remoncie). Niezwykle atrakcyjnie zaprojektowane wejście główne do budynku zostało udekorowane dość masywnym portalem z kartuszem w zwieńczeniu. Wewnątrz znajdują się dwie zabytkowe klatki schodowe, z czego wewnętrzna została precyzyjnie odrestaurowana jedynie z woli inwestora, mimo iż nad renowacją budynku czuwał miejski konserwator zabytków. Właśnie na klatkach schodowych podziwiać możemy również dzisiaj ściany częściowo wyłożone płytkami glazurowanymi z secesyjnym motywem, drewnianą konstrukcję schodów i ozdobne freski.







Oryginalna bryła budynku wdaje się w interesujący dyskurs z modernistycznym otoczeniem - Hotelem Merkury, oraz Domem Studenckim "Jowita", przede wszystkim jednak jest miejskim unikatem ceglanej architektury przemysłowej, odcinającym się od podobnych funkcjonalnie realizacji z drugiej połowy XIX w. Wyraźnie można zauważyć, że nieznany niestety z nazwiska architekt inspirował się historyzującą architekturą rezydencjonalną.













Dlaczego jeszcze budynek Concordii i sama Concordia Design są tak interesujące? Między innymi dlatego, że w najbliższą niedzielę odbędą się tam warsztaty dla dzieci, które poprowadzimy - FANTASTYCZNA niedziela ze Stacją Poznań Główny od godz. 13;)


Jędrzej Franek


piątek, 9 listopada 2012

Warsztaty z Juniorem




Fundacja Junior powstała w 2011 roku stawiając sobie za cel dobro dzieci. Po ponad roku działalności widać wyraźnie, że z tego zamiaru się wywiązuje.

Podopiecznymi fundacji są dzieci mające problemy w szkole. Jak wiemy korepetycje i różnego rodzaju pomoc jest kosztowna  - Junior wyszedł więc problemowi naprzeciw. Wolontariusze są wsparciem dla uczniów, nie tylko odrabiają z nimi lekcje, ale również uczestniczą w warsztatach, które organizują różne organizacje, ostatnio także my.

Uważamy, iż zamiłowanie do kultury oraz tradycji warto rozbudzić już na początku edukacji młodego człowieka, dlatego też postanowiliśmy opowiedzieć o Poznaniu w kontekście nadchodzącego święta. Dzięki wsparciu Juniora przekazanie wiadomości na temat historii miasta było możliwe. Cieszy nas podejście szkół, w których byliśmy. Widać wyraźnie, że zajęcia pozalekcyjne stały się istotne, a dzieci z problemami z nauką nie są skreślane. Mają one swoje zainteresowania i żywo reagowały na opowieść o świętym Marcinie, o którym będziemy jeszcze wspominać.


Z mojej strony też podzielę się wrażeniami: pozytywnymi wrażeniami kogoś kto zawsze uważał się za... Mizantropa (no może przesadzam). Miałem drobne obawy przed warsztatami, czy spodoba się to wszystko dzieciom i mnie samemu, ale odbiór wydarzenia przerósł moje oczekiwania i potwierdził, że nie duża frekwencja buduje event, ale zaangażowanie, dobra atmosfera i chęć współpracy. Każdy z nas nauczył się podczas tych dwóch spotkań z historią i plastyką czegoś ważnego. Jest satysfakcja.  J.

Jeśli jesteście i Wy zainteresowani wolontariatem to zapraszamy na stronę Juniora http://fundacjajunior.pl . Znajdziecie tam wszelkie szczegóły. Tylko pamiętajcie to wciąga!

Sandra Grobelna


niedziela, 14 października 2012

Legendarne kino Bałtyk


W naszym kinowym cyklu dotychczas pisaliśmy o mniej lub bardziej wyjątkowych miejscach nadal funkcjonujących, tym razem jednak pragniemy uczcić instytucję już nieistniejącą, ale ważną dla Poznania. Panie i Panowie czas na BAŁTYK!


Kino swoją działalność rozpoczęło w 1929 roku jako Stylowe, legendarną nazwę otrzymało dopiero w 1945. Od tego czasu było to jedno z większych tego typu miejsc w naszym mieście. Miałam już okazję kilkakrotnie o nim wspominać, w kontekście naszej ukochanej Jeżycjady. Osobiście nieistniejące kino darzę wielkim i niesłabnącym sentymentem, gdyż właśnie tam byłam na pierwszym seansie bez rodziców i dokładnie w tym miejscu zrodziło się moje ogromne uczucie do filmu.

Niestety multipleksy, o których pisać będziemy w przyszłym tygodniu, w dużej mierze przyczyniły się do upadku Bałyku. Ostatni film został wyświetlony w lipcu 2002 roku. Wymowny jest fakt, iż był to ''Cinema Paradiso” dzieło o miłości do kina. Szczęśliwie czasy się zmieniły i modne stały się placówki studyjne.

Wraz ze wzrostem popularności Rialto, czy Muzy pojawiła się refleksja na temat miejsc już nieistniejących. BAŁTYK stał się przedmiotem dyskusji po raz pierwszy, gdy pojawił się pomysł, aby zmienić nazwę przystanku autobusowego. Nie ma już kina- tłumaczono - jak więc wyjaśniać przyjezdnym etymologię tej nazwy? Koniec końców wszystko zostało po staremu. Pojawiła się za to tablica upamiętniająca.

W tym roku BAŁTYK na krótko i dla nielicznych został wskrzeszony. Na terenie Concordii powstało kino plenerowe – element festiwalu Transatlantyk. Ze względu na łóżka z baldachimem ilość widzów była mocno ograniczona. Pomysł sypialniany był, jak pisał już Jędrzej, niezbyt trafiony, lecz skutecznie obudzono tęsknotę za miejscem znanym z dzieciństwa.

Co dalej ? Czas pokaże. Czy Bałtyk Tower powstanie i postawi na sale kinową ? Zobaczymy. Na pewno ją odwiedzimy, jeśli tylko będzie taka możliwość. Poznań bowiem czeka na zmartwychwstanie jednego z najpopularniejszych miejsc ubiegłego wieku.

Sandra Grobelna.  

wtorek, 9 października 2012

Przyjazny Poznań - Plac Cyryla Ratajskiego



Wszyscy którym Plac kojarzy się z miejscem owianym złą sławą mogą być zdziwieni, ale rzeczywiście chcę wpisać niegdysiejszy Königsplatz (Plac Królewski) do Katalogu przyjaznych miejsc według Stacji Poznań Główny.

Zawsze lubiłem to miejsce, a po remoncie zakończonym w maju tego roku, jeszcze przyjemniej się tu przebywa. uporządkowano nieco zieleń, zamontowano nowe ławki, śmietniki, zmieniono nawierzchnię. Mimo iż nie udało się uniknąć w pewnych miejscach nieśmiertelnego pozbruku, z którym będę walczył słowem niczym krzyżowiec, to całokształt prac nadał Placowi dużo bardziej reprezentacyjnego charakteru. 

Taki też od pewnego momentu swojej zawiłej historii miał on być - choć według niemieckiego architekta Davida Gilly'ego pierwotnym przeznaczeniem Placu miał być handel, taka jednak koncepcja nie wytrzymała próby czasu. Miasto potrzebowało zadrzewionej i eleganckiej przestrzeni. W połowie XIX wieku dookoła Placu powyrastały neorenesansowe kamienice - zabudowa ta zniszczona została w czasie II wojny światowej. Chlubną pozostałością tego okresu jest ocalały budynek Prowincjonalnej Ubezpieczalni Ogniowej, obecnie należący do PZU, wyróżnia się zastosowanym stylem niderlandzkiego renesansu i według mnie to jedna z najpiękniejszych poznańskich kamienic, doskonale zwieńczająca ciągi ulic Młyńskiej i 23 lutego dochodzące do Placu. Choć obecnie, w spadku po PRL-u uświadczymy przy Placu Cyryla Ratajskiego (w okresie powojennym ochrzczono go Placem Młodej Gwardii), szeregu socrealistycznych kamienic, to są one zadbane, nie przeszkadzają swoją formą i kolorystyką w kontemplacji przyległej zieleni. Jako ciekawostkę można też podać to, że pod koniec XIX stulecia (1891 r.) walory estetyczne Parku podniosła rzeźba Perseusz i Andromeda, która obecnie stoi w Parku Wilsona i również przechodzi renowację.


Patrząc z nowych i sympatycznych ławek (mój osobisty poznański wzorzec porządnej ławki z oparciem) w prawo zajrzymy na pnącą się w górę ulicę Mielżyńskiego i szereg odnowionych secesyjnych i neoklasycystycznych kamienic.




Wspaniała jest to okolica do jesiennych spacerów, teren jest urozmaicony, z ulicy Młyńskiej pięknie prezentuje się górujący Okrąglak. Nie ośmieliłem się pisać o tym miejscu tylko w odniesieniu do małej architektury, która tam zawitała i choć nie są to arcydzieła designu, to swoją prostotą nie szpecą przestrzeni, tworząc estetyczne i całkiem eleganckie tło. Takich pozytywnych wizualnie zmian, jak remont Placu Cyryla i ulicy 23 lutego z jej miniskwerami, które już pokazywaliśmy Wam na Facebooku, potrzeba nam w Poznaniu więcej. Reszta zdjęć w naszej galerii.

Jędrzej Franek




Wyświetl większą mapę

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Lekcja historii na pufach




Sympatycznie zrobiło się na Ostrowie Tumskim. Nie trąbi się o tym na około, informacje o tworzonej tam nowatorskiej przestrzeni historycznej są dość oszczędnie cedzone. Pomijam fakt dyskretnego otwarcia podwojów Rezerwatu Archeologicznego, o którym mimo wszystko coś usłyszeć mogła osoba nie śledząca zapamiętale miejskich wieści na wszystkich możliwych platformach, ale o tej wkomponowanej w przestrzeń społeczną instalacji nie wiedziałem. Jednak jakiś czas temu ją odkryłem i powiem tylko tyle: jest fajnie. Zwisające bannery, tworzą coś w rodzaju fali historii, lub jeżeli spojrzeć bardziej abstrakcyjnie: płonącego  drzewostanu czasu. Nie byłoby to może specjalnie porywające, gdyby nie zwrócenie się frontem
w kierunku odwiedzających, proponując turystom, jak i mieszkańcom, atrakcyjną i wygodną przestrzeń do wypoczynku. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ten odpoczynek (na wyściełanych pufach), połączyć z niezobowiązującą, dobrowolną lekcją. Fakty serwowane są nam na różne sposoby: tradycyjnie za pomocą ilustrowanych tablic, ale także przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy technologii (no może kody QR nie są najnowszym dziełem ludzkości, ale dopiero teraz zyskują popularność). Możemy bowiem, dysponując smartfonem, zeskanować kody umieszczone na słupach nad siedziskami i zostaniemy przeniesieni na stronę internetową, na której wyświetli się odpowiednia do hasła przy kodzie treść. Najczęściej będzie to rozszerzona anegdota, która zadowoli zarówno młodszych jak i starszych.

Bez wątpienia cieszy nowatorskie podejście do 'powszechnej lekcji o Poznaniu'. Młodzi z zaciekawieniem zeskanują kody, chociażby po to by przetestować aplikację w smartfonie, albo by pochwalić się przed znajomymi fajną komórką, ale może to być szansa na liźnięcie kawałka lokalnej historii. Tyle się mówi o tym, że ludzie dziś nie czytają. A niech czytają, choćby i na małych ekranikach.

Forma instalacji jest interesująca, przyciąga spojrzenie i zachęca do ekspoloracji, a także do... Odpoczynku. Dlaczego by nie usiąść na chwilę i nie popatrzeć dookoła na ceglaną wyspę, tak ważną na mapie Poznania. Ostrów Tumski złapał oddech. 

Będziemy się starali znaleźć więcej takich przyjaznych mieszkańcom miejsc. Najlepiej takich, o których zapomniano, a aż proszą się o miejsce w pamięci i sercach poznaniaków.

J.